Lubię moją pracę, lubię mój zawód, cenię wysoko to co robię, tylko dlaczego ostatnio nie mam siły. Dlaczego myśl o dniu na nogach z 4 do 12 osób, całodziennym mówieniu, słuchaniu i odpowiadaniu na pytania napawa mnie przerażeniem. Co się stało, skąd to zniechęcenie.
Gdzie się podziało to gilgoczące podniecenie, nerwówka i oczekiwanie na niewiadomą? Gdzie to "flow", które tak lubię.
Po głowie chodzi mi kilka pomysłów, natomiast wszystkie zrzucają winę na jakieś zewnątrz, a ja czuję gdzieś podskórnie, że by przestały demotywować mnie powody zewnętrzne, muszę się popatrzyć w siebie.
Tymczasem idę ogarnąć dom i siebie przed jutrzejszym wyjazdem.
wtorek, 13 września 2011
piątek, 2 września 2011
Zagadka
Kiedy zrobił się 2 wrzesień 2011?
Nie pamiętam lipca i czerwca, maj gdyby nie majówka też jakby nie istniał...
co się dzieje z czasem? Gdzie zakręca, gdzie bierze skróty, gdzie gna?
Ale co tam maj, czerwiec i lipiec. Patrzę w kalendarz i już widzę, że do połowy października dni typu JA i JA/ JA i ON będzie mało, malutko...
Nie pamiętam lipca i czerwca, maj gdyby nie majówka też jakby nie istniał...
co się dzieje z czasem? Gdzie zakręca, gdzie bierze skróty, gdzie gna?
Ale co tam maj, czerwiec i lipiec. Patrzę w kalendarz i już widzę, że do połowy października dni typu JA i JA/ JA i ON będzie mało, malutko...
Etykiety:
codzienność
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Czas...
upycham kolejne zobowiązania, rzeczy do załatwienia, osoby do spotkania. Łapię minuty, siadam na chwilkę i lecę dalej. Brakuje mi dnia dla siebie, tych kilku chwil (nie liczyć tych w komunikacji miejskiej) na pomyślenie, popatrzenie się w książkę, na długą kąpiel, na zrobienie sobie paznokci, na zamknięcie oczu i pomarzenie i poukładanie sobie w głowie.
Na razie udało mi się poukładać świat dookoła - poukładałam na półkach.
Oby do wakacji...hahahah wakacji...
Na razie udało mi się poukładać świat dookoła - poukładałam na półkach.
Oby do wakacji...hahahah wakacji...
Etykiety:
codzienność
wtorek, 2 sierpnia 2011
Rozdrażnienie
Coś mało u mnie ostatnio pozytywnych emocji. Rozdrażnienie, brak równowagi, trudno, czas, brak pojęcia...tak się prezentują tytułu postów.
To nie tak, że nie dzieją się dobre rzeczy - dzieją się. Twarz się uśmiecha, serce się cieszy. Za nami bezpieczna podróż, spokojne dni, przed nami planowanie i planowanie i kolejna podróż. Tak, to wszystko się dzieje i to wszystko rozjaśnia moje dni. I dobrze.
A rozdrażnienie, skąd to rozdrażnienie. A z prozaicznego powodu/ów.
Dziś rano w autobusie dwie okrągłe Panie o mało co nie stratowały mnie przy wejściu, łokciami torując sobie miejsce do siedzenia. OK, każdy jest zmęczony, każdemu się zdarza. Nie ma się co oszukiwać - mi też.
Dziś rano w tramwaju ludzie stali z mokrymi parasolkami, hitem były czarne i różowe kalosze. Trampki na nogach, szale wokół szyi, kurtki przeciwdeszczowe i żeglarskie. Wszyscy mokną, chociaż zapowiadali słońce.
W mojej szafie na górnej półce leżą letnie rzeczy. Leżą tam bo przed weekendem majowym nie zdążyłam ich wyjąć a potem nie było już po co. Leżą i leżeć pewnie będą jeszcze przez rok (chyba, że część wyjmę na zagraniczne wakacje).
Nie narzekałam jeszcze w tym roku na upały i jest to powodem mojej największej irytacji!!
P.S.
Przeczytałam dziś w zaległych Wysokich Obcasach wywiad z Olgą Lipińską. Bardzo mi się Olga Lipińska spodobała. Sposób patrzenia na Polskę (szczególnie w miesiącu Powstania Warszawskiego) i sposób w jaki widzi samą siebie. Mówi o sobie jako o osobie bardzo niepewnej, nieśmiałej, pozbawionej wiary w siebie. Czytam o jej objawach i czuję, że to trochę o mnie.
Ci co mnie znają nie powiedzą nieśmiała i zahukana, a jednak w środku często czuję się właśnie tak. Mam takie dni, gdy przejście przez restauracyjną salę jest przyczyną niemalże paniki, wyjście wieczorne i przebieranie się kilka razy jest wyrazem braku pewności ciebie. Gdy tak stoję przed szafą z lustrem oczami wyobraźni porównuję się do kobiet, które spotkam - szczupłych, pięknych, mądrych, ciekawie ubranych. Stoję przed lustrem i nie dość, że myślę sobie - brzydka, to jeszcze dodaję głupia. A za tym idą wyrzuty - trzeba było się uczyć, więcej czytać, uprawiać sport itd. Myśli niezależne od mojej woli przepływają mi przez głowę.
A najgorsza jest myśl, że Ci co mnie znają, szanują i lubią któregoś pięknego dnia ockną się i zobaczą jaka naprawdę jestem. Leniwa, średni mądra i średnio wykształcona. Taka jak osoba, którą widzę w lustrze.
Straszne są to momenty, nie tylko dla mnie ale i dla najbliższych. Którzy ze spokojem i stanowczością reagują na moje zachowania. Przykro mi i głupio, że prezentuje się im z jak najgorszej (rozhisteryzowanej, głupiutkiej, zapatrzonej w siebie) strony.
Bo przecież wiem co umiem, wiem (mniej więcej) jaka jestem i co sobą reprezentuję.
Na szczęście zawsze po tych momentach przychodzi chwila, gdy wszystko co złe w mojej głowie mija. Powracają zdrowe proporcje, równowaga pomiędzy zaletami i wadami zostaje przywrócona a ja ze spokojem zakładam na siebie ciuchy, bo wiem, że Ci co mnie znają to i tak wiedzą swoje :)
To nie tak, że nie dzieją się dobre rzeczy - dzieją się. Twarz się uśmiecha, serce się cieszy. Za nami bezpieczna podróż, spokojne dni, przed nami planowanie i planowanie i kolejna podróż. Tak, to wszystko się dzieje i to wszystko rozjaśnia moje dni. I dobrze.
A rozdrażnienie, skąd to rozdrażnienie. A z prozaicznego powodu/ów.
Dziś rano w autobusie dwie okrągłe Panie o mało co nie stratowały mnie przy wejściu, łokciami torując sobie miejsce do siedzenia. OK, każdy jest zmęczony, każdemu się zdarza. Nie ma się co oszukiwać - mi też.
Dziś rano w tramwaju ludzie stali z mokrymi parasolkami, hitem były czarne i różowe kalosze. Trampki na nogach, szale wokół szyi, kurtki przeciwdeszczowe i żeglarskie. Wszyscy mokną, chociaż zapowiadali słońce.
W mojej szafie na górnej półce leżą letnie rzeczy. Leżą tam bo przed weekendem majowym nie zdążyłam ich wyjąć a potem nie było już po co. Leżą i leżeć pewnie będą jeszcze przez rok (chyba, że część wyjmę na zagraniczne wakacje).
Nie narzekałam jeszcze w tym roku na upały i jest to powodem mojej największej irytacji!!
P.S.
Przeczytałam dziś w zaległych Wysokich Obcasach wywiad z Olgą Lipińską. Bardzo mi się Olga Lipińska spodobała. Sposób patrzenia na Polskę (szczególnie w miesiącu Powstania Warszawskiego) i sposób w jaki widzi samą siebie. Mówi o sobie jako o osobie bardzo niepewnej, nieśmiałej, pozbawionej wiary w siebie. Czytam o jej objawach i czuję, że to trochę o mnie.
Ci co mnie znają nie powiedzą nieśmiała i zahukana, a jednak w środku często czuję się właśnie tak. Mam takie dni, gdy przejście przez restauracyjną salę jest przyczyną niemalże paniki, wyjście wieczorne i przebieranie się kilka razy jest wyrazem braku pewności ciebie. Gdy tak stoję przed szafą z lustrem oczami wyobraźni porównuję się do kobiet, które spotkam - szczupłych, pięknych, mądrych, ciekawie ubranych. Stoję przed lustrem i nie dość, że myślę sobie - brzydka, to jeszcze dodaję głupia. A za tym idą wyrzuty - trzeba było się uczyć, więcej czytać, uprawiać sport itd. Myśli niezależne od mojej woli przepływają mi przez głowę.
A najgorsza jest myśl, że Ci co mnie znają, szanują i lubią któregoś pięknego dnia ockną się i zobaczą jaka naprawdę jestem. Leniwa, średni mądra i średnio wykształcona. Taka jak osoba, którą widzę w lustrze.
Straszne są to momenty, nie tylko dla mnie ale i dla najbliższych. Którzy ze spokojem i stanowczością reagują na moje zachowania. Przykro mi i głupio, że prezentuje się im z jak najgorszej (rozhisteryzowanej, głupiutkiej, zapatrzonej w siebie) strony.
Bo przecież wiem co umiem, wiem (mniej więcej) jaka jestem i co sobą reprezentuję.
Na szczęście zawsze po tych momentach przychodzi chwila, gdy wszystko co złe w mojej głowie mija. Powracają zdrowe proporcje, równowaga pomiędzy zaletami i wadami zostaje przywrócona a ja ze spokojem zakładam na siebie ciuchy, bo wiem, że Ci co mnie znają to i tak wiedzą swoje :)
Etykiety:
codzienność,
ja
poniedziałek, 25 lipca 2011
Równowaga
Nie mogę się ogarnąć i balansuję pomiędzy dwoma stanami...
Radością i błogością a rozdrażnieniem, złością i smutkiem...
Weekend, dobrzy ludzie i uśmiechnięte twarze - bliskość i miłość. A na drugim końcu wiadomości od najukochańszych,newsy z zagranicy, wichury i pozmiatane z ziemi domy, przemoc i obojętność wobec zwierząt, brak wpływu na technikę, która nawala w najmniej oczekiwanym momencie....czuję irracjonalny lęk, że to wszystko jest tak naprawdę gdzieś za rogiem.
Mam świadomość i wiem, że "inni mają jeszcze gorzej", że to turbulencje takie jak wszędzie, że to tylko silniejsze zawirowania i że lada dzień, może za kilka godzin odzyskam równowagę. Wiem to, natomiast w tej chwili chciałabym przed światem schować się w kokonie, odzyskać wiarę w to, że na świecie są dobrzy i mili ludzie, którzy nie życzą innym źle, szanują, są uważni na innych, podchodzą z delikatnością do ludzi i zwierząt...
Radością i błogością a rozdrażnieniem, złością i smutkiem...
Weekend, dobrzy ludzie i uśmiechnięte twarze - bliskość i miłość. A na drugim końcu wiadomości od najukochańszych,newsy z zagranicy, wichury i pozmiatane z ziemi domy, przemoc i obojętność wobec zwierząt, brak wpływu na technikę, która nawala w najmniej oczekiwanym momencie....czuję irracjonalny lęk, że to wszystko jest tak naprawdę gdzieś za rogiem.
Mam świadomość i wiem, że "inni mają jeszcze gorzej", że to turbulencje takie jak wszędzie, że to tylko silniejsze zawirowania i że lada dzień, może za kilka godzin odzyskam równowagę. Wiem to, natomiast w tej chwili chciałabym przed światem schować się w kokonie, odzyskać wiarę w to, że na świecie są dobrzy i mili ludzie, którzy nie życzą innym źle, szanują, są uważni na innych, podchodzą z delikatnością do ludzi i zwierząt...
Etykiety:
codzienność,
ja,
słowa klucze
środa, 13 lipca 2011
tak trudno...
tak trudno powiedzieć innym głośno CHCĘ! tak trudno jest to chcę zrealizować. Złapać szczęście i życie we własne ręce, podjąć decyzję albo dać się porwać uczuciu i MIEĆ, BYĆ, TWORZYĆ...
tak trudno..
szczególnie i gdy ON CHCE i gdy świat dookoła chce...
Cóż z tego jeśli strach, obawa, niepewność, cóż z tego, że wszystko rozbija się o organizację i administrację.
Piszę nie składnie - cóż, można pisać nieskładnie, gdy w kącikach kręcą się łzy, gdy gardło ściska i gdy po głowie kołoca się uczucia pomiędzy radością, zazdrości, rozczuleniem i ulgą...
Ale co tam pewnego dnia administracja i organizacja się poukładają, pewnego dnia będzie tak jak być należy i wtedy świat się dowie, że CHCEMY!...a wtedy, wtedy weźmiemy się do pracy :)
tak trudno..
szczególnie i gdy ON CHCE i gdy świat dookoła chce...
Cóż z tego jeśli strach, obawa, niepewność, cóż z tego, że wszystko rozbija się o organizację i administrację.
Piszę nie składnie - cóż, można pisać nieskładnie, gdy w kącikach kręcą się łzy, gdy gardło ściska i gdy po głowie kołoca się uczucia pomiędzy radością, zazdrości, rozczuleniem i ulgą...
Ale co tam pewnego dnia administracja i organizacja się poukładają, pewnego dnia będzie tak jak być należy i wtedy świat się dowie, że CHCEMY!...a wtedy, wtedy weźmiemy się do pracy :)
poniedziałek, 9 maja 2011
Czas...
gna...a ja z tego pociągu nie wysiadam!
Kolejna przesiadka, bilet, hotel, kolejny pociąg...oby do wakacji :)
Kolejna przesiadka, bilet, hotel, kolejny pociąg...oby do wakacji :)
Etykiety:
codzienność
Subskrybuj:
Posty (Atom)